Myśli wydziergane z pominiętych oczek – wywiad z Ksenią Medwedetską 

Ksenia Medwedetska to młoda artystka, która urzekła mnie swoim bezpośrednim spojrzeniem na ludzką egzystencję. Twórczyni urodzona w Ukrainie, a od trzech lat mieszkająca w Polsce. W swojej sztuce łączy psychologię z rękodziełem, konkretniej szydełkowanie, dzierganie i filcowanie. Tym sposobem dąży do spełnienia marzenia,  jakim jest arteterapia, dlatego też scala ze sobą te dwa nieodłączne komponenty. 

Skąd Twoje zamiłowanie do psychologii?

Wydaje mi się, że nie bez powodu. Mówiąc szczerze, bez żadnej cenzury, od dziecka miałam poczucie, że ratuję swoją matkę. Uważam, że byłam bardzo empatyczną, młodą osobą. W wieku nastoletnim zaczęłam zadawać sobie wiele pytań. Dotyczyły one świata, emocji, moich przeżyć. Zwracałam uwagę na aspekty, które chciałam w sobie naprawić. Spodobało mi się odkrywanie siebie i tego co jest wokół mnie. Najpierw była to ogólnodostępna psychologia. Z perspektywy czasu uważam, że nie jest zdrowa. Nie jest to psychologia, która trafia do człowieka w stu procentach. Prędzej nazwałabym to coachingiem. W informacjach rzucanych w internecie często nie mamy realnej przestrzeni na zagłębienie się w te problemy, które były do przepracowania. 

Czy można powiedzieć, że jesteśmy przebodźcowywani ilością informacji? Uważasz, że nie skupiamy się wtedy na źródle i nie potrafimy zlokalizować, czy coś faktycznie w nas jest, co warto przeanalizować? 

Tak. Też mi się wydaje, że przez ogólnodostępną psychologię, która nie jest weryfikowana, ludzie potrafią stracić w nią wiarę jako w naukę. Mówię o profilach prowadzonych przez niewykwalifikowane osoby. Niestety internet jest przepełniony takimi treściami. W tym wszystkim ciężko jest dotrzeć do informacji wartych uwagi. Więc ludzie mogą swoją opinię opierać na tym, co jest na głównych stronach. Lecz w dążeniu do prawdziwego źródła wiedzy, zrozumiałam że moja empatia i fascynacja psychologią może być mechanizmem obronnym. By poznawać świat i ludzi. Nie tylko siebie. By zrozumieć skąd się biorą dane zachowania i w jaki sposób na nie reagować i jak je przewidzieć.  

Nazwałabyś to poszerzaniem świadomości? Swojej i obcych ludzi, łączenie faktów z naszych zachowań?

Przede wszystkim jest to dążenie do pomagania. Czułam potrzebę pomocy innym, ale też sama jej potrzebowałam. Chciałabym ratować ludzi, momentami może nie jest to zdrowe. Ale chcę utrzymywać w tym równowagę, by moje zasoby starczały i dla mnie, i dla innych. 

A co Ci się najbardziej spodobało w psychologii?

To, że otwiera oczy. Mając wiedzę, możesz więcej zrozumieć i w pewnym stopniu ułatwić swoje istnienie. Co kolejna informacja, to coraz bardziej poszerzasz zakresy swojej świadomości. Mogłabym to porównać do kierownicy i prowadzenia pojazdu. 

Dlaczego?

Mając wiedzę możesz zrobić z nią, co chcesz. Mówi się, że nauka to pięćdziesiąt procent jakiegoś celu. Jest to kluczowe, aby patrzeć w dobrym kierunku i do niego dążyć. 

Ta kierownica, jest odpowiednikiem pewnej samokontroli i świadomości. Gdy masz wiedzę w jakimś zakresie, to zazwyczaj wiesz co robisz. 

Choć nie zawsze. Mamy też pijanych kierowców. Wtedy pojawia się pamięć ruchowa, a mimo to wypadki przychodzą łatwo. 

Dokładnie. Świetna dygresja, bo nie zawsze mamy kontrolę. My jako ludzie też możemy być tymi pijanymi kierowcami, nawet nie mając prawa jazdy. Ale ujmijmy to w tezę. Jeśli jednak takową świadomość mamy, chcemy wykorzystywać w dobry sposób.

Racja. Ale powiedzi, dlaczego włóczka? Skąd połączenie tej formy rękodzieła z psychologią? 

Wydaje mi się, że to nie tylko artyzm, ale też autyzm. By wnieść luz w wydźwięk tego wywiadu. Zapoczątkowała to moja babcia. Najpierw było szydełkowanie, mniej więcej dwanaście lat temu. Od tamtej pory, mimo pewnych przerw, to cały czas do tego wracałam. Choć słabo pamiętam tamte czasy, to wiem, że miałam poczucie budowania czegoś, że stwarzam jakiś całokształt. Te poszczególne elementy tworzą jedność. Niesamowite jest to, że nie masz gotowego materiału, tylko dopiero go tworzysz. Podoba mi się ta forma odpoczynku, dzięki temu tworzę swoją bezpieczną przestrzeń. Wydaje mi się, że w dzieciństwie dawało mi to ucieczkę. Doceniam fakt posiadania nad czymś kontroli. Lubiłam na tym skupiać swoją uwagę, gdy wokół było wiele innych bodźców. To wprowadza w pewien rodzaj hipnozy, można dzięki temu się wyłączyć ze wszystkiego wokół.

Jednakże, przechodząc do sedna Twojego pytania, łączę to z psychologią, ponieważ te działania są w dużej mierze terapeutyczne. Głębiej zaczęłam w to wchodzić, gdy nauczyłam się tym przekazywać swoje wizje artystyczne i emocje w świat. Jakby to rozebrać na czynniki pierwsze, to ta forma rękodzieła jest mi najbliższa ze względu na zamiłowanie i pasję. 

Czy oprócz włóczki jest jeszcze jakaś forma przekazywania Twojej sztuki?

Tak, jest. Również filcuję. Tę metodę wykorzystuję w celu antystresowym, w wyładowaniu negatywnych emocji. Jest to spowodowane ukłuciem igły suchego filcu, przez co przypomina to oddawanie agresji, czy frustracji. A dzierganie uznaję za możliwość refleksji, lub pojawienia się w stanu determinacji i szukanie motywacji. Dzięki temu mogę coś podsumować, pewien moment w swoim życiu. 

Bardzo podoba mi się płynność i lekkość jaką masz w łączeniu swojej pasji rękodzielniczej do zamiłowania w psychologii. Miałaś ostatnio premierę swojej wystawy „Wolność”. Co byś chciała o niej opowiedzieć? 

Przygotowania trwały ponad rok. Kolekcję ubrań również tworzyłam przez cały ten czas, od początku do samego końca. Gdy to się zaczęło, to jeszcze nie miałam konkretnej wizji,ale z każdym kolejnym strojem moja koncepcja była bardziej określona. Wolność – to słowo bardzo pasuje do idei. Pokazuje człowieka przechodzącego przez drogę traumy. Chciałam tym przekazać poszukiwania postępujących procesów w odnajdywaniu harmonii. Dążenie do wolności. Każdy strój powstawał w różnych stanach emocjonalnych. Dzięki temu miało to wydźwięk iście terapeutyczny. Jest tutaj włączona pamięć motoryczna, zbliżamy się do swoich wspomnień. Wyrzucamy dzięki tej sztuce swoje emocje. Przechodząc przez dany etap, tworzyłam konkretny strój. Dlatego też ten proces trwał tyle czasu. Nie mogłam na siłę z siebie tego wydusić. Nie chciałam przede wszystkim. 

By to nie był przymus, a wolność?

Zgadza się. By nie było to na ilość, a na jakość. By człowiek mógł z tego skorzystać, to musi być autentyczne. 

Jaki był więc cel Twojej wystawy?

Celem tego pokazu było zwracanie uwagi na swój własny stan, by być troskliwym wobec siebie i zauważać swoje potrzeby. Uważam, że mimo sporego nagłaśniania samorozwoju, potrafimy zboczyć na złą ścieżkę. Brakuje nam wiedzy jak realnie sobie poradzić z czymś dla nas nowym. Zdarza się, że podchodzimy do naszych emocji w bardzo surowy sposób, wręcz jak do czegoś obcego. Również siebie na tym łapię. Spokój znajdujemy w ciągu tego rozwoju, gdy uwzględniamy różne stany w nas zachodzące. 

Na Twojej wystawie uwzględniłaś kilka z nich, przedstawiając je w dość nietuzinkowy sposób. Mogłabyś więcej opowiedzieć o kolekcji ubrań, które przygotowałaś? 

W swojej kolekcji zaprezentowałam pięć etapów. One są podpięte pod każdy strój i to one pokazują kondycję emocjonalną, a także formy radzenia sobie z traumą. Od początkowego momentu, który mogłabym porównać do czystej kartki. Wtedy, na projekcji filmowej obraz był nasycony. Z każdą kolejną klatką ono stawało się coraz bardziej wyblakłe, aż film stał się czarno biały. Lecz nad traumą można pracować i zadbać o to by było nam lepiej. Chciałam uwzględnić zdobywanie narzędzi, które Nam mogą pomóc w szukaniu światła. Nasze życie zależy od Nas samych. Ta ścieżka nie jest często prosta, mamy w sobie wiele mechanizmów obronnych i wiele decyzji potrafimy podejmować nieświadomie, poprzez wyuczone reakcje.

Czy w momencie utworzenia konkretnej wizji wystawy, znalazłaś coś co realnie skłoniło Cię do tego tematu?

Myślę, że przede wszystkim sama szukałam wolności. Trochę to było tak, jakbym starała się sobie dać na nią przestrzeń, dlatego też spełniałam swoją potrzebę w formie wyrazu artystycznego. Byłam bardzo zagubiona i mimo innych zasobów pomocy nie były one aż tak wydajne. Chciałam sobie pomóc, odnaleźć siebie i swoją ścieżkę. Od kilku lat miałam potrzebę twórczej ralizacji, choć bywa to trudnym polem do rozwoju. Ale kiedy jak nie teraz i kto jak nie ja to osiągnie? Zawsze można znaleźć wymówkę, ale rzadko chce się znaleźć rozwiązanie. A w swojej twórczości czuję wolność. Chcę by moje życie było prowadzone na moich zasadach i na mojej definicji komfortu. Ta kolekcja jest odzwierciedleniem tego, do czego dążę jako Ksenia. Ten film pokazał mi moją siłę i to ile jestem w stanie zrobić. Często nie potrafimy siebie realnie docenić. By nie było tego ani za mało ani za dużo. 

Co mogłabyś powiedzieć o samym procesie tworzenia tego projektu razem z innymi twórcami?

Mimo pewnych komplikacji wynikających z rezygnacji jednego operatora, uważam że wyszło na dobre dla mnie i dla projektu. W ostatecznym składzie współpracowałam z rodzeństwem Kalyapukh. Nazar był odpowiedzialny za film, a Lena za zdjęcia. Jestem im bardzo wdzięczna za cały wkład pracy. Początkowo pojawiły się różne obawy, ale finalny efekt wyszedł lepiej niż się spodziewałam. Potrafili stworzyć świetną atmosferę, dzięki temu czułam się niezwykle komfortowo. 

Myślisz, że intencja wystawy trafiła do odbiorców?

Uważam, że tak. Nie wiem w jaki sposób. Może być tak, że w zupełnie inny niż chciałam. 

A jakie emocje Ci towarzyszyły tego dnia? 

To był wulkan emocji. Byłam smutna, szczęśliwa, dumna. Wiele odczuć mi towarzyszyło. Jakaś forma stresu też była obecna. Smutek poczułam w chwili, gdy wszystko już się skończyło. Mogę powiedzieć, że w pewnym sensie czułam się osamotniona. Tematyka wystawy nie należała do najłatwiejszych. Była bardzo bliska mojemu sercu. W końcu przedstawiłam w dużej mierze siebie. Ale cieszę się, że podjęłam się tego wyzwania. Byłam szczęśliwa z tej realizacji.

Co czułaś po wystawie? 

Czułam przede wszystkim pustkę. Ta tematyka była dla mnie bardzo dotkliwa. 

Można powiedzieć, że bardzo oddałaś się tej prezentacji?

Tak. Przypomniałam sobie te wszystkie przeżycia, które dźwigałam podczas odnajdywania wolności. Ale ciekawe jest to, że dzień po tym wydarzeniu nie byłam w stanie normalnie funkcjonować. Miałam dużo myśli w głowie i nie potrafiłam ich spokojnie poukładać. W pewnym stopniu kolidowało to z moim tempem w życiu. Mogę też stwierdzić, że odczuwałam pewien niedosyt. Chyba brakowało mi komentarzy oglądających. Chciałabym usłyszeć więcej opinii.

To prawda, temat nie był prosty. Jako widz mogę powiedzieć, że w moim odczuciu potrzebna była mi przestrzeń. Choć dałam od siebie kilka słów na końcu, to wyszłam bez pożegnania. Chciałam zostać sama ze sobą i przemyśleniami. Możliwe, że inni mieli podobnie. A chyba najważniejsze jest to, czy Ty byłaś z siebie zadowolona. A wnioskuję, że tak. 

Mimo wielu odczuć, w ostateczności byłam z siebie bardzo dumna, dziękuję Ci za te słowa.

Czy planujesz kolejne takie wydarzenia? Jeśli tak, to co i kiedy?

Chciałabym na razie skupić się na wystawie „Wolność”.  Chcę ją pokazywać, pojeździć z nią. Ale na dalszą skale marzy mi się coś nowego. Coś takiego ponownie szczerego, prosto ode mnie. Szukam warunków i przestrzeni, które będą ze mną rezonować. Te dramatyczne role są mi bliskie. 

Jak chciałabyś zostać zapamiętana jako artystka?

Jako lokomotywa. Zawsze mi zależy i szukam rozwiązań, a nie wymówek. Potrafię jechać na ślepo. Uwielbiam gonić za marzeniami. Jeśli coś nie wyszło, to zrobię coś innego. Jak nie drzwiami, to oknem. W tym widzę swoją wolność. Chcę by ludzie patrzyli na mnie jak na osobę, która dąży do swoich pragnień i stara się dbać o każdą ze stron. By to co tworzę trafiało i pomagało innym.

Tak Cię właśnie odbieram. Patrząc nawet na temat który poruszyłaś, a on nie był prosty. Ale zrobiłaś to tak subtelnie, to było tak wrażliwe. Uważam, że ta odwaga otula odbiorcę. Czy chciałabyś dodać coś od siebie na koniec?

Myślcie o sobie. Trzeba pamiętać o swojej wartości i ją  pielęgnować. Mamy wpływ na swoje życie i warto z tego korzystać. Działajcie według własnych interesów. Jeśli potrzebujecie wsparcia, nie bójcie się szukać pomocy. Zdajcie się na szczerość przede wszystkim z samymi ze sobą. Cieszę się, że mogę przekazywać swoje wsparcie w tak piękny sposób. 

To przepiękne. Bardzo Ci dziękuję za tę rozmowę. Wzbudziłaś we mnie jeszcze większą sympatię, bardzo przyjemnie było mi słuchać o Twojej ścieżce. Mam nadzieję, że do zobaczenia niebawem na kolejnych wystawach, lub przy kawie. 

Malwina Majsak