Jako dziecko prawdziwie kochałem sylwestra: masa kolorowych światełek, dźwięków wybuchów i ludzi, którzy – choć różni – zbierali się przed swoimi domami, żeby wspólnie oglądać fajerwerki. Był to mój własny skibidi toilet, gdzie nie wiedziałem, w którą stronę patrzeć, bo co, jeśli ominie mnie kolejny niesamowity pokaz ogni?
Z tego powodu, kiedy – jak co roku – na tapet wchodzi temat fajerwerków i tego, czy powinniśmy ich używać, jestem strasznie rozbity. Z jednej strony nie chciałbym kazać mojemu sześcioletniemu bratu czekać do dwudziestej czwartej tylko po to, żeby nic nie zobaczył, a z samego trzydziestego pierwszego grudnia zapamiętał wyłącznie to, co było na obiad. Uważam, że wówczas cała magia czekania na nowy rok straciłaby sens. Jest to element naszej kultury i tradycji, który sprawia, że odliczanie minut do sylwestra jest wyjątkowe. Z drugiej jednak strony oczywistym jest, że szkoda mi zwierząt, które muszą przechodzić swoje małe Pearl Harbor. Zresztą problem nie kończy się na samym strachu czworonogów, a dotyka o wiele szerszego tematu, jakim jest brud, zanieczyszczenia i szkody, jakie ludzie po sobie zostawiają.
Bardzo częstym zjawiskiem są pozostawione resztki i opakowania po sztucznych ogniach. Ludzie nierzadko nie sprzątają po sobie, a duża część odpadów jest z materiałów, które bardzo źle się rozkładają. Dodatkowo nieposprzątane pozostałości po zabawie ładnymi światełkami na niebie mogą mieć opłakany w skutkach wpływ na zwierzęta – zarówno te dzikie, jak i nasze domowe. W końcu komu nigdy z mieszkania nie uciekł pies czy kot? Potencjalne znalezienie czworonoga może chwilę zająć. Taka chwila wystarczy, żeby ciekawski pupil skaleczył się bądź zatruł pozostałościami po fajerwerkach.
Równie ważnym problemem jest potencjalne zagrożenie dla naszego zdrowia, o czym często nie myślimy ani nie mówimy. W 2023 roku NYU Langone Health przeprowadziło badanie, w trakcie którego przyjrzało się, jak wyglądało zanieczyszczenie powietrza w Nowym Jorku przed i po Dniu Niepodległości. I oczywiście, polski sylwester a amerykański Dzień Niepodległości to dwie zupełnie inne rzeczy, jednak – pomimo innej skali – problem jest bliźniaczy. Różnica w jakości powietrza była ogromna. Na co dzień w powietrzu Nowego Jorku unosi się około piętnastu mikrogramów cząsteczek niebezpiecznych metali na metr sześcienny, a w Dzień Niepodległości ich ilość sięgnęła nawet 460 mikrogramów na metr sześcienny. Powrót do normalności miał trwać dwanaście godzin. Główny autor badania, Terry Gordon, stwierdził, że wedle ich ustaleń duże pokazy sztucznych ogni mogą powodować tymczasowy wzrost zanieczyszczenia powietrza, który może być niebezpieczny zarówno dla człowieka, jak i środowiska.
Jest to zaledwie czubek góry lodowej, jakim jest temat fajerwerków. Nie zrozumcie mnie źle, nie jestem w żadnym wypadku ich śmiertelnym przeciwnikiem. Jak już wspomniałem na początku, nie wyobrażam sobie końca roku bez tych cieszących oko światełek na niebie, jednak uważam też, że ich temat powinien zostać jeszcze raz rozważony przez całe nasze społeczeństwo, na czele z rządzącymi. W moim przekonaniu debata o fajerwerkach toczy się nie o to, o co powinna. Powinniśmy się raczej skupić na tym, jak można zminimalizować zniszczenia, które często niosą za sobą sztuczne ognie. Problemem jest to, że jedyne rozwiązania które pojawiają się w mojej głowie są skrajne, a to nie o to chodzi, żeby przykładowo doszczętnie zabierać ludziom sztuczne ognie. Z tego też powodu, ten temat jest wyjątkowo skomplikowany, bo naprawdę ciężko znaleźć w nim złoty środek. Dlatego jedyne co możemy zrobić, to wspólnie sobie poszczekać. Przepraszam, debatować. I mieć nadzieję, że jakiś mądry mózg znajdzie perfekcyjne rozwiązanie. Ja jestem niestety prostym humanistą, więc myślenie nad tym raczej zostawiam innym. Zostaje żyć w nadziei, że kiedyś powstaną fajerwerki które pomagają środowisku
Szymon Piesiak