Emily Dickinson, jedna z najbardziej enigmatycznych postaci amerykańskiej poezji, spędziła swoje życie w cieniu, zarówno dosłownie, w małym domu w Amherst, jak i literacko, pozostając w pewnym sensie poza głównym nurtem twórczości swojej epoki. Mimo to, jej wiersze nie tylko przetrwały, ale wciąż fascynują czytelników. Tworzona przez nią poezja, z pozoru skromna i introspektywna, kryje w sobie przestrzeń pełną emocji, które zdają się tętnić tuż pod powierzchnią słów.
Jej wiersze nie są kroniką codzienności, lecz eksploracją największych zagadek ludzkiej egzystencji – śmierci, miłości i tęsknoty. To poezja ciszy i skupienia, w której każde słowo ważyć może tyle, co cały świat.
Śmierć jako cicha towarzyszka
W swoich strofach Dickinson podejmowała dialog z życiem i przemijaniem, opisując śmierć jako cichą, a czasem niemal uwodzicielską towarzyszkę. Czytając jej poezję, odnosi się wrażenie, jakby autorka nie tylko oswoiła się z nieuchronnością końca, ale wręcz uczyniła go swoim przewodnikiem, szukając w śmierci odpowiedzi na pytania, których życie nie potrafiło dostarczyć. W wierszu „Because I could not stop for Death” pisze:
„Because I could not stop for Death –
He kindly stopped for me –
The Carriage held but just Ourselves –
And Immortality.”
Dzięki takim wersom Emily Dickinson zmienia postrzeganie śmierci. To nie brutalne zakończenie, lecz spokojna podróż ku wieczności. W jej poezji śmierć nabiera niemal ludzkiego charakteru, staje się partnerem w podróży, która prowadzi ku rozwiązaniu pewnej tajemnicy.
„One Sister Have I in Our House” – siostrzana więź czy coś więcej?
Ważnym tematem w twórczości Dickinson była jej relacja z Susan Gilbert, jej bratową i wieloletnią towarzyszką intelektualną. Wiele wierszy poetki skierowanych było właśnie do Susan, w tym poruszający utwór „One Sister Have I in Our House”. Ten tekst, będący wyznaniem uczuć, ukazuje niezwykle bliską więź między dwiema kobietami – więź, która wykraczała prawdopodobnie poza tradycyjne ramy przyjaźni czy pokrewieństwa.
„One Sister have I in our house,
And one, a hedge away.
There’s only one recorded,
But both belong to me
[…]
I spilt the dew –
But took the morn, –
I chose this single star
From out the wide night’s numbers –
Sue – forevermore!”
Na podstawie tego wiersza można wnioskować, że dla Emily Susan była kimś więcej niż tylko członkiem rodziny. Była ona powierniczką, inspiracją i najważniejszym odbiorcą jej twórczości. Spekulacje na temat romantycznej natury ich relacji nie są nowe; przez lata czytelnicy i badacze zastanawiali się, czy Dickinson w swoich wierszach nie wyrażała uczuć głębszych niż przyjaźń. Jej listy i wiersze do Susan pełne są namiętności, tęsknoty i słów, które można interpretować jako wyznania miłości.
Wiersze dla Susan są jak strumień myśli, z jednej strony subtelne, pełne odniesień do codzienności, z drugiej, przesycone emocjami, które nie znajdują łatwego ujścia. W „Wild Nights – Wild Nights!” Dickinson pisze:
„Wild Nights – Wild Nights!
Were I with thee
Wild Nights should be
Our luxury!”
Te strofy, choć często interpretowane metaforycznie, nabierają wyjątkowego znaczenia w kontekście jej uczuć do Susan. Czy to rzeczywiście pieśń o miłości niemożliwej? A może jedynie poetyckie wyrażenie tęsknoty za bliskością? Odpowiedź, jak wiele innych w przypadku Dickinson, pozostaje niewiadomą.
Świat zamknięty w czterech ścianach, otwarty na nieskończoność
Dickinson przez większość swojego życia unikała świata zewnętrznego, ograniczając swoje kontakty do najbliższej rodziny i niewielkiego grona przyjaciół. Mimo to, jej wiersze wykraczają daleko poza ograniczenia przestrzeni, w której żyła. Były formą ucieczki i jednocześnie sposobem na eksplorację tego, co niewidzialne – zarówno w świecie, jak i w niej samej. Jej poezja, pełna subtelnych obrazów, często czerpie inspirację z przyrody, i jednocześnie ukazuje, jak w jej prostocie zawiera się nieuchwytna głębia istnienia.
W świecie, który w dużej mierze ograniczał się do przestrzeni jej domu, Dickinson potrafiła odnaleźć pełnię życia, a jej poezja stanowiła pomost między zamkniętym światem, a tym co nieskończone. Wśród codziennych obrazów przyrody – kwiatów, pszczół, wiatru – poetka dostrzegała nie tylko piękno, ale i sekrety, które ukrywały się w zwykłych chwilach. Zajmowała się tym, co niewidzialne dla innych, zarówno w przyrodzie, jak i w sercu człowieka.
Pszczoły, które tak często pojawiają się w jej twórczości, są jednym z wielu obrazów, które Emily Dickinson wykorzystała, by mówić o nieuchwytnej radości i przemijaniu. W wierszu „A Bee is not a Bee” pisze:
„A Bee is not a Bee –
Until the Day is done –
And then it never goes away –
It stays in Memory…”
Pszczoła staje się dla niej symbolem zarówno tego, co trwałe, jak i tego, co ulotne. W jej świecie pszczoła nie jest jedynie owadem; to symbol, który porusza się w przestrzeni między dniem a nocą, między życiem a śmiercią. Ten obraz wprowadza nas w poetycką przestrzeń, w której zacierają się granice między światem materialnym a duchowym.
Dickinson, potrafiła dostrzec w naturze wszystko, co niewypowiedziane i nieuchwytne, nadając jej poetycką formę. Pomimo swojej cichej natury i niepodważalnej subtelności w wierszach, jej twórczość jest niesamowicie dynamiczna, pełna pytań i kontrastów. Śmierć, miłość, tęsknota i nieuchronność przemijania stają się w niej siłami, które nieustannie przenikają się ze sobą, prowadząc poetkę i jej czytelników ku nowym odkryciom. To poezja, która nie daje gotowych odpowiedzi, ale zmusza nas do spojrzenia w głąb siebie. Dickinson, podobnie jak jej ulubiona metafora śmierci, wciąż zatrzymuje nas w pół kroku, w teraźniejszości, byśmy mogli zadać sobie pytanie: kim jesteśmy wobec nieskończoności?
Bo przecież, jak napisała:
“Forever – is composed of Nows –”.
Iwona Kamińska