Jajo – Adam “Torba” Kowalski

Jajo

 

Poniosła się wieść, że jedna mała mangusteczka zaraz się wykluje. Taka informacja często przyciągała tłum ciekawskich spojrzeń. Kto mógł odejść od swoich obowiązków i znajdował się wystarczająco blisko, szedł prosto do Okrągłej Chatki, żeby być świadkiem tego momentu.

 

Okrągła Chatka nie miała pokoi. Miała tylko to jedno wnętrze i wyeksponowany środek, który należał do jajek. Leżały tam spokojnie, w kręgu światła wpadającego przez okna. Każde w innym kolorze, każde o nieco innym kształcie.

 

Dookoła zebrał się tłum gapiów.

 

— KTÓRE TO? MOJE?! — Do pomieszczenia wpadła czarna mangusta ozdobiona zielonymi cętkami.

 

— Nie tym razem, Sisisi. Twoje jeszcze się nie rusza — odpowiedział jej niski głos. — Wygląda na to, że trzeba posłać po Bilpa lub Fle. Podobno ruszało się to niebieskie.

 

— Nie — odezwał się inny głos. — Słyszałem, że ruszało się różowe. Różowe jajko jest Bulbula i Limi.

 

— Jakie różowe?! Ja słyszałem, że moje się ruszało!

 

— Twoje? To twoje jest brązowe?

 

— Brązowe się ruszało? To jednak nie moje.

 

— Spokojnie, mangusty! Jeśli nie jesteśmy pewni, które się ruszało, to sprawdźmy, które rusza się teraz.

 

Nastąpiła chwila ciszy.

 

— Na razie…

 

— …Żadne się nie rusza.

 

— Jak to „żadne”?

 

Mangusty mocno wytężyły wzrok. Obserwowały wszystko z bezpiecznej odległości, żeby nie zabierać jajkom światła i przede wszystkim, żeby ich niechcący nie staranować. Jedna mangusta Hopsisi, opiekunka jaj z Okrągłej Chatki, podeszła delikatnie bliżej.

 

— Żadne ani drgnie — potwierdziła.

 

Stworzenia rozejrzały się po sobie.

 

— To w takim razie kto nas tu zwołał? Hopsisi?

 

— Ja przyszłam przed chwilą…

 

— Timi nas tu zwołał! — zawołało spontanicznie parę głosów.

 

— Ja?! — zdziwił się Timi. — Ja słyszałem od Melodi, że jedno jajko się rusza. Dlatego krzyczałem.

 

Wszystkie oczy skupiły się na Melodi.

 

— Ja słyszałam od Riviego — tłumaczyła się Melodi. — Podszedł do mnie i kazał mi zebrać stado, bo jajo się rusza.

 

— Riviego? Czekajcie. A Rivi to nie jest przypadkiem mangusta kłamliwa? 

 

— Tak, Rivi przecież notorycznie kłamie. 

 

Mangusty zaczęły się rozglądać. Rivi stał cicho pośród nich, a gdy masa oczu wbiła się w niego, czekając na wyjaśnienie, wyjąknął niepewnie:

 

— Ja… ja naprawdę widziałem, że jajko się ruszało. — Odwrócił wzrok w stronę jajek. — O, to to, na środku.

 

— Na środku, to znaczy które? — Hopsisi podeszła krok bliżej jajek.

 

Rivi zastanawiał się chwilę. Patrzył na jajka z niepewnością. Liczył coś na palcach i odpowiedział:

 

— Brązowe.

 

Wszyscy odwrócili się w stronę brązowego jajka. Chcieli ostatecznie sprawdzić prawdziwość tej informacji.

 

— Nic nie widać. On naprawdę nas okłamał.

 

Rivi nie zdążył nic dodać.

 

— No właśnie! Jeszcze wczoraj okłamałeś mnie, że mam brudny nos, a miałem czysty!

 

Parę mangust przytaknęło. Rozległ się szum.

 

— A mnie okłamał, że da mi kubek. I jeszcze nic mi nie dał!

 

— A mnie, że zaprosi mnie na ciastka! I wiecie co? Nigdy tego nie zrobił!

 

Rivi opuścił głowę.

 

— Ale… ale ja nie kłamię. Naprawdę. Naprawdę widziałem, jak się ruszało.

 

— Patrzcie. Nawet teraz kłamie! Ty… ty… ty kłamco!

 

— Nie dajmy się już okłamywać.

 

— Dla takich śmierdzących kłamczuchów jest tylko jedno miejsce — sąd!

 

— SĄD SĄD SĄD SĄD!

 

Już mieli użyć siły, aby go zabrać, gdy rozległ się donośny głos.

 

— STOP!

 

W domku ucichło. Z tłumu wyłonił się wielki Grizi — ciemna, rozczochrana mangusta o twarzy pełnej doświadczenia.

 

— Stop! — powtórzył. — Mangusty! Co z wami?!

 

Nie dało się go ominąć. Stanął w przejściu i kontynuował:

 

— Bez zastanowienia chcecie podejmować decyzje? Sąd? Ja też opowiem wam swoją historię i mam nadzieję, że zmienię wasze zdanie.

 

Mangustom zaświeciły się oczy. Dały znać, że chcą go wysłuchać.

 

— To było parę dni temu. Szedłem do lasu zbierać grzyby. Szedłem i szedłem, a nagle widzę — Rivi! Myślę: “Co mi tam” — Podszedłem. Było miło. Chwilę porozmawialiśmy, zadałem mu niewinne pytanie: „Rivi, jak się czujesz?”. Odpowiedział: „Dobrze, dziękuję, że pytasz”. Ale coś w jego odpowiedzi było nie tak. — Grizi zrobił wymowną pauzę. — Postanowiłem go śledzić. I wiecie co? Było tak, jak podejrzewałem. Cały dzień chodził smutny. Wcale się nie czuł “dobrze”, a pod koniec dnia, jak myślał, że nikt go nie widzi, płakał pod starym krzakiem. Nawet powieka mu nie drgnęła, gdy mnie okłamał!

 

Publika czekała na morał.

 

— Przecież każdy z nas widzi niezaprzeczalnie, że Rivi to notoryczny kłamca. Pomińmy sąd. Po prostu go powieśmy za ogon na drzewie. Wtedy się nauczy! O!

 

Nastąpiła chwila zadumy. Mangusta z plamką na nosie podniosła łapkę i krzyknęła:

 

— NA DRZEWO Z NIM!

 

Jak powiedziały, tak zrobiły. Stado mangust szybko wzięło kłamcę. Wybrały drzewo, zawiesiły Riviego za ogon i rozeszły się do swoich domków, zajęły się swoimi obowiązkami.

 

Nie każda brała udział w tym procederze. Te, które zostały, rozmawiały jeszcze chwilę o tym co tu zaszło. Postanowiły zdjąć biedną mangustę, kiedy nagle brązowe jajko zaczęło się ruszać.

Adam “Torba” Kowalski

 

Publikacja powstała w ramach projektu “Akademia Sztuk z Szuflady Rozdział drugi” finansowanego ze środków Unii Europejskiej w ramach programu Europejski Korpus Solidarności.

Wyrażone poglądy i opinie są jedynie opiniami autora(-ów) i niekoniecznie odzwierciedlają poglądy i opinie Unii Europejskiej lub Europejskiej Agencji Wykonawczej ds. Badań Naukowych (REA). Unia Europejska ani podmiot udzielający finansowania nie ponoszą za nie odpowiedzialności.