Jajo
Poniosła się wieść, że jedna mała mangusteczka zaraz się wykluje. Taka informacja często przyciągała tłum ciekawskich spojrzeń. Kto mógł odejść od swoich obowiązków i znajdował się wystarczająco blisko, szedł prosto do Okrągłej Chatki, żeby być świadkiem tego momentu.
Okrągła Chatka nie miała pokoi. Miała tylko to jedno wnętrze i wyeksponowany środek, który należał do jajek. Leżały tam spokojnie, w kręgu światła wpadającego przez okna. Każde w innym kolorze, każde o nieco innym kształcie.
Dookoła zebrał się tłum gapiów.
— KTÓRE TO? MOJE?! — Do pomieszczenia wpadła czarna mangusta ozdobiona zielonymi cętkami.
— Nie tym razem, Sisisi. Twoje jeszcze się nie rusza — odpowiedział jej niski głos. — Wygląda na to, że trzeba posłać po Bilpa lub Fle. Podobno ruszało się to niebieskie.
— Nie — odezwał się inny głos. — Słyszałem, że ruszało się różowe. Różowe jajko jest Bulbula i Limi.
— Jakie różowe?! Ja słyszałem, że moje się ruszało!
— Twoje? To twoje jest brązowe?
— Brązowe się ruszało? To jednak nie moje.
— Spokojnie, mangusty! Jeśli nie jesteśmy pewni, które się ruszało, to sprawdźmy, które rusza się teraz.
Nastąpiła chwila ciszy.
— Na razie…
— …Żadne się nie rusza.
— Jak to „żadne”?
Mangusty mocno wytężyły wzrok. Obserwowały wszystko z bezpiecznej odległości, żeby nie zabierać jajkom światła i przede wszystkim, żeby ich niechcący nie staranować. Jedna mangusta Hopsisi, opiekunka jaj z Okrągłej Chatki, podeszła delikatnie bliżej.
— Żadne ani drgnie — potwierdziła.
Stworzenia rozejrzały się po sobie.
— To w takim razie kto nas tu zwołał? Hopsisi?
— Ja przyszłam przed chwilą…
— Timi nas tu zwołał! — zawołało spontanicznie parę głosów.
— Ja?! — zdziwił się Timi. — Ja słyszałem od Melodi, że jedno jajko się rusza. Dlatego krzyczałem.
Wszystkie oczy skupiły się na Melodi.
— Ja słyszałam od Riviego — tłumaczyła się Melodi. — Podszedł do mnie i kazał mi zebrać stado, bo jajo się rusza.
— Riviego? Czekajcie. A Rivi to nie jest przypadkiem mangusta kłamliwa?
— Tak, Rivi przecież notorycznie kłamie.
Mangusty zaczęły się rozglądać. Rivi stał cicho pośród nich, a gdy masa oczu wbiła się w niego, czekając na wyjaśnienie, wyjąknął niepewnie:
— Ja… ja naprawdę widziałem, że jajko się ruszało. — Odwrócił wzrok w stronę jajek. — O, to to, na środku.
— Na środku, to znaczy które? — Hopsisi podeszła krok bliżej jajek.
Rivi zastanawiał się chwilę. Patrzył na jajka z niepewnością. Liczył coś na palcach i odpowiedział:
— Brązowe.
Wszyscy odwrócili się w stronę brązowego jajka. Chcieli ostatecznie sprawdzić prawdziwość tej informacji.
— Nic nie widać. On naprawdę nas okłamał.
Rivi nie zdążył nic dodać.
— No właśnie! Jeszcze wczoraj okłamałeś mnie, że mam brudny nos, a miałem czysty!
Parę mangust przytaknęło. Rozległ się szum.
— A mnie okłamał, że da mi kubek. I jeszcze nic mi nie dał!
— A mnie, że zaprosi mnie na ciastka! I wiecie co? Nigdy tego nie zrobił!
Rivi opuścił głowę.
— Ale… ale ja nie kłamię. Naprawdę. Naprawdę widziałem, jak się ruszało.
— Patrzcie. Nawet teraz kłamie! Ty… ty… ty kłamco!
— Nie dajmy się już okłamywać.
— Dla takich śmierdzących kłamczuchów jest tylko jedno miejsce — sąd!
— SĄD SĄD SĄD SĄD!
Już mieli użyć siły, aby go zabrać, gdy rozległ się donośny głos.
— STOP!
W domku ucichło. Z tłumu wyłonił się wielki Grizi — ciemna, rozczochrana mangusta o twarzy pełnej doświadczenia.
— Stop! — powtórzył. — Mangusty! Co z wami?!
Nie dało się go ominąć. Stanął w przejściu i kontynuował:
— Bez zastanowienia chcecie podejmować decyzje? Sąd? Ja też opowiem wam swoją historię i mam nadzieję, że zmienię wasze zdanie.
Mangustom zaświeciły się oczy. Dały znać, że chcą go wysłuchać.
— To było parę dni temu. Szedłem do lasu zbierać grzyby. Szedłem i szedłem, a nagle widzę — Rivi! Myślę: “Co mi tam” — Podszedłem. Było miło. Chwilę porozmawialiśmy, zadałem mu niewinne pytanie: „Rivi, jak się czujesz?”. Odpowiedział: „Dobrze, dziękuję, że pytasz”. Ale coś w jego odpowiedzi było nie tak. — Grizi zrobił wymowną pauzę. — Postanowiłem go śledzić. I wiecie co? Było tak, jak podejrzewałem. Cały dzień chodził smutny. Wcale się nie czuł “dobrze”, a pod koniec dnia, jak myślał, że nikt go nie widzi, płakał pod starym krzakiem. Nawet powieka mu nie drgnęła, gdy mnie okłamał!
Publika czekała na morał.
— Przecież każdy z nas widzi niezaprzeczalnie, że Rivi to notoryczny kłamca. Pomińmy sąd. Po prostu go powieśmy za ogon na drzewie. Wtedy się nauczy! O!
Nastąpiła chwila zadumy. Mangusta z plamką na nosie podniosła łapkę i krzyknęła:
— NA DRZEWO Z NIM!
Jak powiedziały, tak zrobiły. Stado mangust szybko wzięło kłamcę. Wybrały drzewo, zawiesiły Riviego za ogon i rozeszły się do swoich domków, zajęły się swoimi obowiązkami.
Nie każda brała udział w tym procederze. Te, które zostały, rozmawiały jeszcze chwilę o tym co tu zaszło. Postanowiły zdjąć biedną mangustę, kiedy nagle brązowe jajko zaczęło się ruszać.
Adam “Torba” Kowalski
Publikacja powstała w ramach projektu “Akademia Sztuk z Szuflady Rozdział drugi” finansowanego ze środków Unii Europejskiej w ramach programu Europejski Korpus Solidarności.
Wyrażone poglądy i opinie są jedynie opiniami autora(-ów) i niekoniecznie odzwierciedlają poglądy i opinie Unii Europejskiej lub Europejskiej Agencji Wykonawczej ds. Badań Naukowych (REA). Unia Europejska ani podmiot udzielający finansowania nie ponoszą za nie odpowiedzialności.


Dodaj komentarz