Siedzieliśmy w Pizza Hut w czwórkę: ja, Marcin, Agata, Diana. Zamówiliśmy dwie „Pizze dla dwojga” -: jedną z kurczakiem, drugą z pieczarkami. Kilka godzin wcześniej poszliśmy na nasze ostatnie rozpoczęcie roku szkolnego. W pizzerii Agata opowiadała o występie Travisa Scotta w Mediolanie – To był najlepszy koncert w moim życiu, serio, było mega – mówiła podekscytowana. Później Diana żaliła się nam – Jak wczoraj wróciłam od ciotki z Miami, to nie mogłam w ogóle ogarnąć, jak tu jest zimno. Marcin w międzyczasie śmiał się z moich sneakersów od Comme des Garcons – Nikt już nie lata w trampkach ziomek – ironizował. Na pozór zwyczajne popołudnie, ale tylko do czasu… W pewnym momencie podbił do nas jakiś creepy gość z wielką brodą. Miał na oko czterdzieści lat.
– Słyszałem, że rozmawiacie o szkole – rzucił z zaskoczenia w naszym kierunku, lekko zachrypniętym głosem.
– T-tak – wymamrotała nieśmiało Diana.
– Ahh – westchnął głośno nieznajomy, po czym dodał – Szkoła to był piękny czas.
– Na szczęście to już ostatni rok – wtórowała mu Agata.
– Pamiętam, jak to było za moich czasów – kontynuował niewzruszenie.
– Kiedy to było, typie – szepnął mi do ucha Marcin.
Tajemniczy facet zauważając trochę wolnego miejsca po stronie dziewczyn, ku naszemu zdziwieniu, dosiadł się obok Diany i kontynuował swoje zwierzenia. Zrobiło się naprawdę osobliwie i trochę cringe’owo. Dziewczyny czuły się mocno zakłopotane w jego towarzystwie, zresztą skwaszona mina Agaty mówiła sama za siebie – Musimy już iść – wymamrotała w pewnym momencie w kierunku Diany.
– No tak, jutro znowu szkoła – zmartwiła się Diana.
Diana i Agata żywiołowo wstały od stolika, grzecznie się pożegnały i zostaliśmy tylko we dwóch z tym starszym mężczyzną. Usiadł centralnie naprzeciwko nas i powiedział – Tak w ogóle – Marek jestem.
Podaliśmy sobie nawzajem ręce, przedstawiając się przy okazji.
– Chyba wam nie przeszkadzam? – zapytał Marek.
– Nie, nie – odpowiedziałem nieśmiało.
– I tak zara będziemy zawijać – rzucił Marcin – Chce pan kawałek pizzy? – dodał w lekko
pogardliwym tonie.
– Nie, dziękuję. Nie jestem żebrakiem.
Marek rozpoczął monolog, który w pewnym momencie stał się totalnym dissem na wszystko -…no i żona odeszła, zabrała syna, a ja próbuję sobie jakoś poradzić od nowa – podsumował swoją przemowę rozpaczliwym głosem.
Pokiwałem głową, próbując pokazać mu, że go rozumiem. Marcin w tym czasie wbijał wzrok w IPhone’a przeglądając reelsy. Widząc to, szturchnąłem go w ramię.
– Co je? – zareagował gwałtownie, a telefon prawie wypadł mu z ręki.
– Ehh, też miałem w szkole takiego kumpla – powiedział Marek – Byliśmy naprawdę zgrani.
– I co się z nim stało? – zapytałem.
– Ahhh, dużo by mówić – odpowiedział tajemniczo.
– No właśnie, a my zaraz musimy zawijać – wtrącił Marcin.
– Byliśmy najlepszymi kumplami w szkole. Ehh – westchnął Marek – A potem to się wszystko posypało. Zaczęła się dorosłość, obowiązki, rodzina.
– To straszne – rzucił ironicznie Marcin.
– A żebyś młody wiedział – Marek ponownie westchnął głęboko – Pokłóciliśmy się o coś, nawet po latach nie wiem o co. Zapewne o jakąś głupotę. Wiecie, że nawet nie zaprosił mnie na swój ślub.
– To co, zawijamy? – szepnął w moją stronę Marcin, zupełnie nie zważając na to, co mówił Marek.
– Młodzi jesteście, myślicie, że macie wiele czasu, ale jak będziecie w moim wieku… – Marek ponownie westchnął – To zaczniecie doceniać takie chwile, jak ta.
– Na pewno tak – odpowiedział oschle Marcin i wstał od stołu.
– Mogę zadać panu jedno pytanie? – wyrwałem się.
– Mordo, musimy już iść – ponaglał mnie Marcin.
– Tylko jedno pytanie – ponowiłem.
– Jasne, pytaj o co chcesz – powiedział Marek, a moje zainteresowanie sprawiło mu chyba przyjemność – Niech pan się nie obrazi, ale często pan tu tak przesiaduje i opowiada swoje historie obcym osobom?
– Ja wiem jak to wygląda, pewnie macie mnie za jakiegoś szaleńca lub co gorsza żula – powiedział.
Marcin się tylko ironicznie uśmiechnął, a ja wymamrotałem – Nie no, przepraszam, jeśli pana uraziłem swoim pytaniem.
– Nie uraziłeś synu. Po prostu… – zamilkł na chwilę – Ja po prostu, przychodzę tu rok w rok
pierwszego września i wspominam stare lata. Po rozpoczęciu zawsze chodziliśmy do tego
lokalu i wspólnie spędzaliśmy… – ponownie głos mu się zawiesił – To były piękne czasy.
– Rozumiem – odpowiedziałem.
Przez chwilę miałem nawet ochotę powiedzieć mu, że jest w sumie spoko ziomkiem, ale Marcin złapał mnie za ramię i powiedział – Idziesz? Czy sam mam lecieć z buta?
– Idę, już idę.
– Cencie te momenty chłopaki, bo nie wiecie, kiedy się skończą – powiedział Marek, a w jego tonie dało się wyczuć spore dawki przygnębienia.
– Git – mruknął Marcin wpatrując się w telefon.
Wstałem z miejsca i na odchodne powiedziałem tylko „Do widzenia.”
– Do zobaczenia chłopaki – odpowiedział Marek.
Wychodząc z lokalu miałem mętlik w głowie. W dodatku na dworze znowu padał deszcz, dmuchał wiatr, jakby to była połowa listopada.
– Niezły boomer, co? – rzucił za drzwiami w moją stronę Marcin.
– Trochę creepy typ, ale bez przesady – odpowiedziałem.
– Mordo, chyba nie uwierzyłeś w ten bullshit, który ci nawijał?
– Myślisz, że ściemniał?
– Daj spokój – machnął ręką w moją stronę – Jakiś dziwny typo nawija ci farmazon, że przychodzi, co roku pierwszego września do Pizza Hut i wspomina stare czasy. Przecież jak on chodził do szkoły, to tego miejsca tu pewnie jeszcze nie było.
– Nie wiem – odpowiedziałem zmieszany – Może chce po prostu z kim pogadać, słyszałeś co mówił. A co jeśli ty kiedyś też będziesz tak nawijał obcym ziomkom – dodałem z lekkim przekąsem.
– Mordzia, jutro zaczynamy zajęcia z Maliszewską, więc mamy większe problemy niż kminienie o życiu jakiegoś Janusza, co na przypale podbija do nastolatków.
Pokiwałem bez przekonania głową, a Marcin po chwili zmienił temat. Pogadaliśmy trochę o nowych trackach Cartiego, Kodaka i Jadena, a potem jeszcze o dziewczynach, nowym filmie z Timothée Chalamet i planach na weekend. Od momentu powrotu do domu, wciąż rozmyślam o tym, co stało się w Pizza Hut. Może Marcin miał rację i większość rzeczy, o których nam mówił Marek, to była ściema. Z drugiej strony, po co miał zmyślać? Sam już nie wiem… Dobra, czas spać, jutro ósma rano i matma z Maliszewską… Jeszcze tylko rok, jeszcze tylko rok…
Damian Kaźmierczak
Sfinansowano ze środków UE. Wyrażone poglądy i opinie są jedynie opiniami autora lub autorów i niekoniecznie odzwierciedlają poglądy i opinie UE lub programu Europejski Korpus Solidarności. UE ani podmiot udzielający dotacji nie ponoszą za nie odpowiedzialności.



Dodaj komentarz